Cześć Ananasie,
Książkę „Artur Rojek. Inaczej” przeczytałam już dawno. W dwa
lub trzy dni po otrzymaniu Twojego listu. Powiedzmy, że podobała mi się ona tak
bardzo, że nie mogłam się pozbierać aż do dziś. Stąd tak późna odpowiedź.
Jeżeli chodzi o płytę „Składam się z ciągłych powtórzeń”, to od pierwszego przesłuchania zakochałam się w kawałku „Lato 76”. Porusza mnie w nim to, że inspirowany jest prawdziwym zdarzeniem z życia artysty, który jako dzieciak nieomal nie został potrącony przez samochód. Stąd tekst pierwszej zwrotki: „Lato ’76/Niewiele chciałem mieć /Gdybyś nie zahamował /Nie byłoby mnie...”. Kiedy słucham tego kawałka, zawsze wydaje mi się, że muzyka i śpiew dochodzą do mnie gdzieś z oddali. Tak samo jak odległe zdają się być wspomnienia z dzieciństwa.
Biografia naszego ulubionego muzyka… to jest coś. Tylko
wyobraź sobie, co by się z nami działo, gdyby ta książka została wydana paręnaście
lat temu, w czasach kiedy nagrywałyśmy koncerty Myslovitz i trójkowe wywiady z
grupą na kasety magnetofonowe, a każda o nich wzmianka powodowała przyspieszone
bicie serca. Kompletny szał i zawał serca! Dzisiaj jest zdecydowanie łatwiej
być zafascynowanym nastolatkiem. Tylko gdzie się podziała magia niedosytu?
Moja ogólna konkluzja po przeczytaniu wywiadu jest taka, że
Artur Rojek to porządny człowiek, który ma dobrze w głowie poukładane. Wydaje mi
się, że jako nastolatki całkiem nieźle dobrałyśmy sobie idola. Jednak, zamiast
szczegółowej recenzji chciałabym podzielić się z Tobą i z naszymi czytelnikami
cytatami, które zaznaczyłam sobie w książce:
O życiu i o stylu życia Artur Rojek mówi tak:
„Nie wierzę w świat bez cierpienia. Imponują mi mocni ludzie, ale poruszają mnie też słabsi. I wkurzają tacy, którzy wyczuwając słabość i wykorzystują ją w walce z drugim.”
„Myślę, że sam mógłbym mniej i wolniej pracować, ale dałem się wkręcić w system, który mówi, że muszę zarabiać, bo tyle wokół jest dóbr, na które powinienem wydawać pieniądze. Ktoś mnie złapał i wkręcił w ten system, a ja się niedostatecznie bronię.”
„Żyć inaczej znaczy często trudniej. Więc nie warto się męczyć, jeśli nie ma w tym czegoś fascynującego. Wchodzę w różne rzeczy nie po to, żeby imponować alternatywą, tylko dlatego, że tam bywają sprawy, ludzie, zjawiska, które są dla mnie albo inspirujące, albo przyjemne, albo ciekawe. Jakoś tak się składa, że moje wybory są inne od powszechnych, choć dla mnie to nie jest żaden powód do dumy, to moja naturalna życiowa ścieżka. Nie lubię też chodzenia na skróty: wolę popracować dłużej niż wypuścić coś, z czego nie jestem do końca zadowolony. Że trudniej? No to trudno.”
W wywiadzie artysta sporo miejsca poświęcił dzieciństwu i dziadkowi.
AR przytacza wiele zabawnych sytuacji z jego udziałem. Na przykład taką, która
mnie osobiście bardzo rozbawiła, gdyż jeden z członków mojej rodziny ma podobne
skłonności do samopomocy:
„Kiedyś, jak uwierała go sztuczna szczęka, to poszedł do ogródka, wyjął z szuflady pilnik i podpiłował ją sobie pilnikiem. Pasowała.”
Kolejną ciekawą osobowością z książki był trener pływania:
„Pamiętam zbiórkę, podczas której powiedział: „Jak nic nie osiągnęliście, to musicie do mnie mówić »proszę pana«, jak zdobędziecie medal na mistrzostwach, możecie się zwracać »panie trenerze«. A jak pojedziecie na olimpiadę, mówcie do mnie »Leszek«”.”Podczas lektury zastanawiałam się jak ty oceniłabyś metody wychowawcze pana trenera Leszka?
Ubolewam nad tym, że książka zniszczyła moją, nieco
wyidealizowaną wizję zespołu Myslovitz, zgranej paczki muzyków-amatorów ze
Śląska, grających wyłącznie dla sztuki. Oto kilka cytatów opisujących dlaczego
tak nie było:
„Najbardziej cenię pierwsze piosenki Myslovitz: Good Day My Angel, Moving Revolution, Papierowe skrzydła, Deszcz. Z czasów, gdy mieliśmy kiepskie gitary, nie wiedzieliśmy, co to stroiki. Ale pisaliśmy piosenki dlatego, że bardzo tego chcieliśmy, nie dlatego, że mamy zespół, więc trzeba nagrać nową płytę, zaskoczyć czymś na koncertach. One były przeżyte, nie wykoncypowane. Zero wyrachowania. To była naprawdę nasza muzyka, chcieliśmy ją pokazać światu bez kombinowania, czy nam się to opłaci, czy nie. Ilu ludzi ją kupi, czy menedżer będzie zadowolony, co napiszą dziennikarze. Ta płyta była z nas. Włącznie z szatą graficzną, czarno-białymi zdjęciami dzieci. Wytwórnia próbowała się wtrącić tylko raz, przysyłając do nas stylistkę, ale gdy kazała nam się przebierać, to posłaliśmy ją w diabły. My wiedzieliśmy, jak mieliśmy wyglądać.”
“Jeździliśmy razem, ale unikaliśmy siebie. Nie gadaliśmy, nie rozwiązywaliśmy problemów. Jeden obciążał drugiego winą.”
„Na scenie mieliśmy stać w półkręgu, żeby wszystkich było dobrze widać, konferansjer musiał zwracać uwagę, żeby zapowiadać zespół i nie wspominać o Rojku, na zdjęciach najlepiej, gdybym nie stał na środku, i tym podobne...”
O sytuacji w zespole
podczas prób rozkręcania kariery za granicą:
„Już ze sobą nie gadaliśmy, w powietrzu wisiała frustracja, że gramy trzy lata bez efektu, nic się nie dzieje, może się zmieni, a może nie. W dodatku miałem wrażenie, że pozostali członkowie zespołu obciążają mnie winą za to, co się dzieje.”
Podobnie jak ja, AR bardzo lubi podróżować. Oto kilka
fragmentów na temat:
„Sudańczycy jednak to bardzo mili, ciepli ludzie, bardzo przyjaźnie nas przyjmowali. Żadnej niechęci, agresji. To ja miałem problem. Spadłem z homogenicznej Polski, w której odmienność jest wyjątkiem. Znalazłem się w miejscu, gdzie wszystko było wyjątkowe. Byłem bliski paranoi. Nie było tam niczego, czego mógłbym się złapać, co byłoby znajome, rozpoznawalne, pochodziło z mojej rzeczywistości.”
„Na Węgrzech byłem z piętnaście razy. Najlepiej zapamiętałem miejscowość Sopron blisko granicy z Austrią. Tam było inaczej niż w Polsce: zajadaliśmy się lodami o smaku pistacji i arbuzami, tam pierwszy raz zobaczyłem buty na przylepce... Na rzepy. Właśnie. Do dziś pamiętam swój przestrach, gdy ujrzałem je w sklepie. Podszedłem – nie ma sznurówek, próbowałem sprawdzić, co to za cuda i... odkleiłem rzep. Byłem pewien, że zepsułem.”Bardzo spodobało mi się podejście Artura Rojka do muzyki, rozumianej jako poszukiwanie:
„Dla przyjemności zawsze będę słuchał prostej gitarowej muzyki, ona jest we mnie najgłębiej. Ale chcę wiedzieć, co się dzieje gdzie indziej, penetruję gatunki, płyty, szukam. Wystarczy, że ktoś rzuca nazwiskiem, że fajne, a już w to wchodzę, słucham jednej płyty, potem następnej. I czasem zapędzam się w rejony, które mnie samemu są obce. Prawdziwa przyjemność to poszukiwanie i poznawanie. To, co dla kogoś, kto lubi prostą gitarową muzykę i do niej się ogranicza, jest nudą, dla mnie bywa kreatywne i inspirujące.”
W książce nie mogło zabraknąć komentarzy dot. polityki i
mediów:
„Globalne myślenie, odpowiedzialność za świat – to dla mnie zbyt dalekie, ja tego nie ogarniam. Muszę włożyć tyle wysiłku i czasu, by uporządkować świat wokół mnie, że nie mam już ani siły, ani ochoty zbawiać całej ludzkości. Wolę zająć się porządnie swoim małym kawałkiem przestrzeni i bliskimi mi ludźmi niż rozmieniać się na drobne.”
„Pomyśl tylko, o ile codzienność ostatnich, powiedzmy, dziesięciu lat byłaby spokojniejsza, gdybyśmy żyli bez telewizji, radia, portali, gazet? Gdybym mieszkał na wsi, doglądając marchewek i gruszek, nie analizowałbym polityki międzynarodowej, nie żyłbym w strachu, nie gadałbym o strachu i nie przekazywałbym tego strachu dalej.”
O żonie Ani i o miłości AR mówi tak:
„Mieliśmy z chłopakami w ogólniaku taki zwyczaj, że po lekcjach stawaliśmy przed szkołą i patrzyliśmy na wychodzące dziewczyny. Dyskutowaliśmy, które są fajne. I kiedyś wyszła ona.”
„To dla mnie bardzo głębokie. Ludzie, którzy nie kochają siebie i innych, żyją w zamęcie. Bo miłość porządkuje chaos świata i daje spokój. Nic tego nie zastąpi: ani rozbijanie się zajebistymi samochodami, ani sukces zawodowy, podziw, majątek czy supergadżety.”
„To ciężka codzienna praca. Nie wolno sobie odpuszczać. Wobec drugiej osoby trzeba być uważnym, skupiać się na niej, patrzeć na nią, słuchać jej. I trzeba rozmawiać o tym, co się czuje. Nie wolno się zatrzymywać, rozleniwiać.”
„ Ale wiesz, co najbardziej zapamiętałem z dzieciństwa? Jak babcia z dziadkiem idą przez park, trzymając się za ręce.”
Niezwykłych fragmentów było oczywiście w książce o wiele
więcej, ale mój list zrobił się już tak długi, że wypadałoby go skończyć. Czytelnikom
przypominam, że wszystkie cytaty pochodzą z książki „Artur Rojek. Inaczej”
autorstwa Aleksandry Klich i Artura Rojka.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
D
