Drogi Ananasie,
Też jestem bardzo niezadowolona z wyników wyborów. Moi
faworyci przepadli. Nie mam żadnych reprezentantów w Sejmie. Wyjeżdżam. Polityka
jest brutalna, ale na szczęście są memy! Oto moje ulubione:
Jutro Wszystkich Świętych. Myślę, że to dobra okazja do
tego, żeby zastanowić się nad czymś naprawdę poważnym. Chodzi mi o wiarę w
Boga. Przyznaję, to sprawa bardzo wielkiego kalibru, ale bardzo chciałam się z nią zmierzyć.
Jak byłam za granicą, spotkałam na swojej drodze wiele osób, które
określały siebie mianem ateisty. Było też wiele osób, które wierzyły w co
innego, wyznawały inną religie, przekonania. To doświadczenie zachwiało moją
równowagą i pewnością. Tak naprawdę nie jest trudno wierzyć w Polsce, w kraju,
gdzie większość ludzi, bez względu na to czy chodzi, czy nie chodzi do kościoła
zakłada istnienie Boga. Gdzie Bóg jest obecny w rozmowach, w mediach, wszędzie.
Prawdziwym wyzwaniem jest wierzyć kiedy w około jest tyle niewiary. Kiedy
jesteś w mniejszości.
Różnie reagowałam na taką sytuacje. Przeszłam od rozpaczy, poprzez zaprzeczenie i zwątpienie
aż do akceptacji i głębokiej zadumy. Myśli o wierze nie dawały mi spokoju, więc
szukałam jakiegoś sposobu, jak tą pokaleczoną nadzieję w istnienie czegoś poza
przywrócić i wzmocnić. Zwykle szukam
odpowiedzi w książkach. Tak było i tym razem. Natknęłam się na książkę pt.
„Cierpliwość wobec Boga” autorstwa Tomasa Halika, czeskiego księdza, teologa,
filozofa i psychologa. Oto ona:
Spróbuję Ci opisać co takiego znalazłam w tej książce i co
sprawia, że długo o niej nie zapomnę. Ksiądz Halik opisuje wiarę jako
umiejętność życia „w przedsionku tajemnicy”. Gdyby wiara była pewnością
musielibyśmy nazwać ją raczej wiedzą a nie wiarą. Autor zapewnia, że zna prawie
wszystkie dowody zarówno na nieistnienie, jak i istnienie Boga. Mimo, że jest
katolickim księdzem, nie opowiada się jednak zdecydowanie po żadnej stronie. W
jego przekonaniu, jeżeli znaki obecności Boga byłyby aż tak banalnie osiągalne
w naszej rzeczywistości, na przykład za pomocą metody naukowej, wiara stałaby
się niepotrzebna, nie miałaby sensu.
Życie z tajemnicą,
tak samo jak z chorobą musi wiązać się z tytułową cierpliwością. Autor
krytykuje w książce zarówno osoby, które twierdzą na pewno, że Bóg jest, jaki i
takie, które twierdzą na pewno, że Boga nie ma. Takie osoby charakteryzują się według niego niecierpliwością. Są to albo
ateiści, albo fundamentaliści religijni, albo entuzjaści zbyt łatwej wiary.
Łączy ich to, że bardzo szybko potrafią uporać się z tajemnicą- Bogiem
traktując go jak problem do rozwiązania. Nie potrafią żyć ze świadomością, że
na chwilę obecną nie znają na coś odpowiedzi i dlatego uciekają na drogę zbyt
łatwych rozstrzygnięć. W rezultacie zaprzestają poszukiwań. Stają się zamknięci
i okopują się na swoich stanowiskach. Ludzie wierzący w kościele, ateiści, być może
na forach internetowych i nawzajem się przekrzykują, nie starając się siebie słuchać.
Ludzie niepewni, małej wiary stoją gdzieś pomiędzy i
obserwują, nasłuchują argumentów obu stron. Nie przestają pytać i nie przestają
szukać. Są tak jak Zacheusz z Ewangelii św. Łukasza, który obserwował Jezusa z
ciekawością, ukryty w gałęziach sykomory. Zacheusz zszedł z drzewa dopiero, kiedy Jezus
do niego przemówił. Ale był też na Jego
słowa otwarty, odczuwał pewną duchową tęsknotę i pragnienie. Kto wie, czy
właśnie tacy ludzie nie są Bogu bliżsi. (W ubiegłą niedzielę ten fragment
Ewangelii był czytany w Kościołach. Na próżno było jednak szukać jakiegoś
odniesienia do tego czytania w kazaniu, przynajmniej u nas w kościele. A tak
czekałam. Ale nie, bo wybory, bo Synod o zagrożeniach współczesnej rodziny.)
Ksiądz Halik poświęca bardzo dużo miejsca w swojej książce relacjom
kościoła z ateistami. Jest daleki od spychania takich ludzi na margines. Już pierwsze
zdanie książki bardzo intryguje: „Z ateistami zgadzam się w wielu sprawach,
czasem niemal we wszystkim – z wyjątkiem ich wiary, że Bóg nie istnieje”. Mówi,
że otwarcie się kościoła i wierzących na ateistów i ich poglądy wbrew pozorom
nie osłabiłoby wiary, a jedynie uczyniłoby wiarę bardziej żywą, ponieważ
obdarłoby ją z dziecięcej naiwności, zabobonu i niepotrzebnej tradycji, która
zwalnia wierzących od zadawania pytań i refleksji nad tajemnicą Boga. Przypomina,
że Kościół odróżnia od sekty to, że jest otwarty dla wszystkich. Także dla
niewierzących. Nie bez powodu kiedyś świątynie były budowane tak, że istniała
nawa główna i przedsionek, do którego mógł wchodzić każdy i obserwować. Może
dzięki obserwacji w sercu ateisty również zagościłaby nadzieja?
Ananasie, nie potrafię opisać słowami wszystkich walorów tej
książki. Moje streszczenie i refleksje są na pewno zbyt prostackie, w
porównaniu do tego, co możesz w niej przeczytać. Dlatego bardzo Cię zachęcam.
Książka czeka u mnie na półce.
Pozdrawiam,
Dzoana










