niedziela, 18 października 2015

Ten o najlepszym serniku na świecie



Droga Dżoano,

Czasy Myslovitz to był naprawdę fajny okres w naszym życiu. Pamiętasz jak biegłyśmy ze szkoły, żeby zdążyć na „Trójkowy ekspres” prowadzony przez Pawła Kostrzewę? Miałyśmy na to coś koło pięciu minut i jakoś nam się to udawało (ale miałyśmy kondycję). A Twój pomysł na uczczenie rocznicy naprawdę bardzo fajny. Też lubię powracać do starych płyt. Ostatnio usłyszałam nawet w Trójce piosenkę, o której zupełnie zapomniałam, a którą bardzo lubiłam, a mianowicie „The humpty dumpty love song” zespołu Travis. Zrobiło mi się bardzo miło :) No ale czas na rozwiązanie zadanej przez Ciebie zagadki. Hmm, to chyba uderzenie w jakiś gong czy coś takiego. 

Czytając w Twoim liście fragment o rozpadzie Myslo, na myśl przyszła mi do głowy tylko jedna rzecz, a mianowicie nasze wypady do Wrocławia. Bo byliśmy we Wrocku trzy razy (tzn. Ty, ja i mój małżon razem we trójkę dwa razy, a trzeci raz ja z małżonem) i nie wiem czy pamiętasz, ale zawsze jak wyjeżdżaliśmy to rozpadał się jakiś zespół. Pierwsza wycieczka – koniec września 2011 r. – a tu szok i niedowierzanie, bo grupa R.E.M. ogłasza decyzję o zakończeniu działalności. Drugi wyjazd – początek maja 2012 r. – z Myslovitz odchodzi Rojas (dla mnie to jak rozpad zespołu). No i trzecia wyprawa – luty 2014 r. – koniec Cool Kids of Death (ubolewam do tej pory). Nie wiem jak to nazwać, ale to chyba jakieś fatum. Aż strach się bać jechać znowu do Wrocławia :D 
Kurczę, piszę cały czas o muzyce, a chciałam właśnie o Wrocku, a raczej o tym co najmilej z niego wspominam. Na początku muszę napisać, że zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia (myślę, że Ty też) i raczej wszystkich ciekawych rzeczy nie dam rady opisać, bo zajęłoby to kilka stron, więc skupię się na najważniejszych dla mnie. Zacznę od wrocławskiego ZOO. Niektórzy stwierdzą, że to banalne, ale mi tam się naprawdę podobało, a najlepsze były owce i kozy, które przybiegały do żarcia. Pamiętasz? Teraz jest tam jeszcze Afrykarium, które budowali podczas naszej wizyty. Myślę, że może być ciekawe. Kolejną rzeczą, a właściwie rzeczami są murale, których we Wrocku jest mnóstwo. Wiele z nich widzieliśmy, bo przygotowałaś wspaniałą trasę po wrocławskich malowidłach ściennych i muszę przyznać, że niektóre są prawdziwymi dziełami sztuki. Na pewno od naszej ostatniej wizyty przybyło ich wiele (kolejny powód, żeby ponownie odwiedzić Wrocław). Tu ciekawa strona na ten temat http://www.wroclaw.pl/spacer-po-wroclawiu-tropem-murali. A teraz hit. Sernik podany przez Zorro :D Nie był on może jakiś wyborny, ale i tak warto go zamówić, bo ubaw jest po pachy. Aby tego doświadczyć trzeba odwiedzić restaurację Mexican na ul. Szewskiej. No i ostatni punkt na mojej liście. Jedyny, wyjątkowy, niepowtarzalny, najlepszy na świecie sernik w Czekoladziarni Wrocław znajdującej się przy ulicy Więziennej 31. Czegoś tak pysznego nie jadłam nigdzie indziej. Nie mogę się doczekać kiedy znowu go spróbuję! Poza tym można napić się tam obłędnej czekolady i zjeść pyszne praliny. Ty też na pewno pamiętasz te smaki. Na samą myśl ślinka mi cieknie :D Na koniec muszę jeszcze dodać, że we Wrocławiu zaskoczyli mnie ludzie. Przechodnie pytali nas (widząc nasze zagubienie w oczach) czy może nam w czymś pomóc. To było naprawdę miłe. Aaa i zapomniałam napisać, że we Wrocławiu jest zawsze piękna pogoda :)


Mam nadzieję, że Ty też miło wspominasz nasze zwiedzanie i podróże autem, które umilaliśmy sobie śpiewem :D Fajnie jest tak powspominać. Na koniec dołączam kilka fotek i również zadaję zagadkę (ale łatwiejszą): Ile mostów jest we Wrocławiu i na ilu z nich byliśmy?

Miłego liczenia!

Pozdro

Ananas



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz