Dżoano,
Dziękuję za pozdrowienia i to ja przepraszam, że musiałaś
tak długo czekać na list ode mnie. Rzeczywiście mnie ośmieliłaś i w końcu
postanowiłam do Ciebie napisać.
Gratuluję wycieczki do Warszawy i to w tak międzynarodowym
towarzystwie. Pamiętam naszą wycieczkę szkolną do Stolycy (pamiątki gdzieś się
jeszcze walają), choć było to ładnych kilkanaście lat temu. Co do pogody i
temperatury to trzeba było się przytulić do Hiszpana, a na pewno zrobiłoby Ci się
duuużo cieplej ;) A i dzięki za garść faktów na temat miasta.
To może teraz ja pokrótce opowiem Ci gdzie byłam w ten
weekend. To miejsce to wioseczka o nazwie Włęcz. Łączy ją jednak coś z
Warszawą, a mianowicie położenie nad samą Wisłą. Muszę przyznać, że dawno tak
nie odpoczęłam. Las, słońce, przyroda… właśnie to lubię najbardziej. Ale znalazłam
się tam z powodu wesela. Pomyślisz pewnie, że to trochę dziwne… wesele w środku
lasu i ja jeszcze tam wypoczęłam. A no właśnie, bo to nie była zwykła zabawa,
lecz inscenizacja wesela dobrzyńskiego zrekonstruowana przez grupę zapaleńców,
którym chce się robić jeszcze coś poza pracą.
Szczerze to ubawiłam się po pachy i nawet potańcowałam, a
zabawa trwała do samego rana :D Stół był suto zastawiony, więc coś na ząb też
się dla każdego znalazło. A najciekawsze jest to, że wszystko to działo się w
starej poolenderskiej chacie, którą ta grupa osób próbuje uratować i
wyremontować, gdyż jest ona unikatem. To naprawdę ciekawa historia, lecz nie
będę się o niej rozpisywać. Zostawiam to Twojej poszukiwaczej naturze
(poszperaj trochę w necie).
Tak w ogóle to po raz kolejny stwierdziłam, że kiedyś ludzie
byli chyba szczęśliwsi. Nie twierdzę, że teraz nie są, ale dawniej więcej czasu
spędzali razem, nawet całe wioski się spotykały na spontanicznie
zorganizowanych zabawach. Zawsze z ogromną ciekawością słucham opowieści moich rodziców
z lat dzieciństwa i młodości i trochę im zazdroszczę. Chyba urodziłam się nie w
tych czasach co trzeba :D
No dobra trochę przysmęciłam, ale tak mnie jakoś naszło.
Drogie dziewcę, mom nadzieja, że Cię trochu zainterysowałam tymatem. Muszę już
kuńczyć, bo dziecię mnie woła. (Ciągle jestem na fali ludowej, a w tle
przyśpiewki :D)
Ściskam Cię
Ananas
Ps. Trzymaj jeszcze fotkę z wesela i link do strony stowarzyszenia "Czyż-nie", które zajmuje się ratowaniem chaty we Włęczu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz