niedziela, 4 października 2015

Ten, w którym Ananas była na weselu

Dżoano,

Dziękuję za pozdrowienia i to ja przepraszam, że musiałaś tak długo czekać na list ode mnie. Rzeczywiście mnie ośmieliłaś i w końcu postanowiłam do Ciebie napisać.

Gratuluję wycieczki do Warszawy i to w tak międzynarodowym towarzystwie. Pamiętam naszą wycieczkę szkolną do Stolycy (pamiątki gdzieś się jeszcze walają), choć było to ładnych kilkanaście lat temu. Co do pogody i temperatury to trzeba było się przytulić do Hiszpana, a na pewno zrobiłoby Ci się duuużo cieplej ;) A i dzięki za garść faktów na temat miasta.

To może teraz ja pokrótce opowiem Ci gdzie byłam w ten weekend. To miejsce to wioseczka o nazwie Włęcz. Łączy ją jednak coś z Warszawą, a mianowicie położenie nad samą Wisłą. Muszę przyznać, że dawno tak nie odpoczęłam. Las, słońce, przyroda… właśnie to lubię najbardziej. Ale znalazłam się tam z powodu wesela. Pomyślisz pewnie, że to trochę dziwne… wesele w środku lasu i ja jeszcze tam wypoczęłam. A no właśnie, bo to nie była zwykła zabawa, lecz inscenizacja wesela dobrzyńskiego zrekonstruowana przez grupę zapaleńców, którym chce się robić jeszcze coś poza pracą.

Szczerze to ubawiłam się po pachy i nawet potańcowałam, a zabawa trwała do samego rana :D Stół był suto zastawiony, więc coś na ząb też się dla każdego znalazło. A najciekawsze jest to, że wszystko to działo się w starej poolenderskiej chacie, którą ta grupa osób próbuje uratować i wyremontować, gdyż jest ona unikatem. To naprawdę ciekawa historia, lecz nie będę się o niej rozpisywać. Zostawiam to Twojej poszukiwaczej naturze (poszperaj trochę w necie).

Tak w ogóle to po raz kolejny stwierdziłam, że kiedyś ludzie byli chyba szczęśliwsi. Nie twierdzę, że teraz nie są, ale dawniej więcej czasu spędzali razem, nawet całe wioski się spotykały na spontanicznie zorganizowanych zabawach. Zawsze z ogromną ciekawością słucham opowieści moich rodziców z lat dzieciństwa i młodości i trochę im zazdroszczę. Chyba urodziłam się nie w tych czasach co trzeba :D

No dobra trochę przysmęciłam, ale tak mnie jakoś naszło. Drogie dziewcę, mom nadzieja, że Cię trochu zainterysowałam tymatem. Muszę już kuńczyć, bo dziecię mnie woła. (Ciągle jestem na fali ludowej, a w tle przyśpiewki :D)

Ściskam Cię
Ananas

Ps. Trzymaj jeszcze fotkę z wesela i  link do strony stowarzyszenia "Czyż-nie", które zajmuje się ratowaniem chaty we Włęczu. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz