sobota, 31 października 2015

Ten, w którym Dzoana zderza się z Tajemnicą

Drogi Ananasie,

Też jestem bardzo niezadowolona z wyników wyborów. Moi faworyci przepadli. Nie mam żadnych reprezentantów w Sejmie. Wyjeżdżam. Polityka jest brutalna, ale na szczęście są memy! Oto moje ulubione:




Jutro Wszystkich Świętych. Myślę, że to dobra okazja do tego, żeby zastanowić się nad czymś naprawdę poważnym. Chodzi mi o wiarę w Boga. Przyznaję, to sprawa bardzo wielkiego kalibru, ale bardzo chciałam się z nią zmierzyć. 

Jak byłam za granicą, spotkałam na swojej drodze wiele osób, które określały siebie mianem ateisty. Było też wiele osób, które wierzyły w co innego, wyznawały inną religie, przekonania. To doświadczenie zachwiało moją równowagą i pewnością. Tak naprawdę nie jest trudno wierzyć w Polsce, w kraju, gdzie większość ludzi, bez względu na to czy chodzi, czy nie chodzi do kościoła zakłada istnienie Boga. Gdzie Bóg jest obecny w rozmowach, w mediach, wszędzie. Prawdziwym wyzwaniem jest wierzyć kiedy w około jest tyle niewiary. Kiedy jesteś w mniejszości.

Różnie reagowałam na taką sytuacje. Przeszłam od  rozpaczy, poprzez zaprzeczenie i zwątpienie aż do akceptacji i głębokiej zadumy. Myśli o wierze nie dawały mi spokoju, więc szukałam jakiegoś sposobu, jak tą pokaleczoną nadzieję w istnienie czegoś poza przywrócić i wzmocnić. Zwykle szukam odpowiedzi w książkach. Tak było i tym razem. Natknęłam się na książkę pt. „Cierpliwość wobec Boga” autorstwa Tomasa Halika, czeskiego księdza, teologa, filozofa i psychologa. Oto ona:


Spróbuję Ci opisać co takiego znalazłam w tej książce i co sprawia, że długo o niej nie zapomnę. Ksiądz Halik opisuje wiarę jako umiejętność życia „w przedsionku tajemnicy”. Gdyby wiara była pewnością musielibyśmy nazwać ją raczej wiedzą a nie wiarą. Autor zapewnia, że zna prawie wszystkie dowody zarówno na nieistnienie, jak i istnienie Boga. Mimo, że jest katolickim księdzem, nie opowiada się jednak zdecydowanie po żadnej stronie. W jego przekonaniu, jeżeli znaki obecności Boga byłyby aż tak banalnie osiągalne w naszej rzeczywistości, na przykład za pomocą metody naukowej, wiara stałaby się niepotrzebna, nie miałaby sensu.

 Życie z tajemnicą, tak samo jak z chorobą musi wiązać się z tytułową cierpliwością. Autor krytykuje w książce zarówno osoby, które twierdzą na pewno, że Bóg jest, jaki i takie, które twierdzą na pewno, że Boga nie ma. Takie osoby charakteryzują się według niego niecierpliwością. Są to albo ateiści, albo fundamentaliści religijni, albo entuzjaści zbyt łatwej wiary. Łączy ich to, że bardzo szybko potrafią uporać się z tajemnicą- Bogiem traktując go jak problem do rozwiązania. Nie potrafią żyć ze świadomością, że na chwilę obecną nie znają na coś odpowiedzi i dlatego uciekają na drogę zbyt łatwych rozstrzygnięć. W rezultacie zaprzestają poszukiwań. Stają się zamknięci i okopują się na swoich stanowiskach. Ludzie wierzący w kościele, ateiści, być może na forach internetowych i nawzajem się przekrzykują, nie starając się siebie słuchać.

Ludzie niepewni, małej wiary stoją gdzieś pomiędzy i obserwują, nasłuchują argumentów obu stron. Nie przestają pytać i nie przestają szukać. Są tak jak Zacheusz z Ewangelii św. Łukasza, który obserwował Jezusa z ciekawością, ukryty w gałęziach sykomory. Zacheusz zszedł z drzewa dopiero, kiedy Jezus do niego przemówił. Ale był też na Jego słowa otwarty, odczuwał pewną duchową tęsknotę i pragnienie. Kto wie, czy właśnie tacy ludzie nie są Bogu bliżsi. (W ubiegłą niedzielę ten fragment Ewangelii był czytany w Kościołach. Na próżno było jednak szukać jakiegoś odniesienia do tego czytania w kazaniu, przynajmniej u nas w kościele. A tak czekałam. Ale nie, bo wybory, bo Synod o zagrożeniach współczesnej rodziny.)

Ksiądz Halik poświęca bardzo dużo miejsca w swojej książce relacjom kościoła z ateistami. Jest daleki od spychania takich ludzi na margines. Już pierwsze zdanie książki bardzo intryguje: „Z ateistami zgadzam się w wielu sprawach, czasem niemal we wszystkim – z wyjątkiem ich wiary, że Bóg nie istnieje”. Mówi, że otwarcie się kościoła i wierzących na ateistów i ich poglądy wbrew pozorom nie osłabiłoby wiary, a jedynie uczyniłoby wiarę bardziej żywą, ponieważ obdarłoby ją z dziecięcej naiwności, zabobonu i niepotrzebnej tradycji, która zwalnia wierzących od zadawania pytań i refleksji nad tajemnicą Boga. Przypomina, że Kościół odróżnia od sekty to, że jest otwarty dla wszystkich. Także dla niewierzących. Nie bez powodu kiedyś świątynie były budowane tak, że istniała nawa główna i przedsionek, do którego mógł wchodzić każdy i obserwować. Może dzięki obserwacji w sercu ateisty również zagościłaby nadzieja?

Ananasie, nie potrafię opisać słowami wszystkich walorów tej książki. Moje streszczenie i refleksje są na pewno zbyt prostackie, w porównaniu do tego, co możesz w niej przeczytać. Dlatego bardzo Cię zachęcam. Książka czeka u mnie na półce.

Pozdrawiam,

Dzoana


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz