piątek, 2 października 2015

Ten, w którym Dzoana była w Warszawie

Drogi Ananasie,

Na początku tego listu pragnę Cię serdecznie pozdrowić i przeprosić, że nie mogłam już dłużej czekać na list od Ciebie (przecież miałaś napisać pierwsza!). Mam nadzieję, że tych parę linijek ośmieli Cię trochę i zainspiruje do skreślenia paru słów do mnie.

Chcę Ci opowiedzieć o mojej wycieczce do Warszawy. Oczywiście jak każdy byłam tam nie raz, czy to z wycieczką szkolną, czy to przejazdem lub po prostu z wizytą u rodziny, ale tym razem zwiedziłam ją bardziej dogłębnie. Po za tym miałam misję specjalną. Pokazać Warszawę osobie z zagranicy, obywatelowi Hiszpanii, tak aby poczuł jej klimat i zechciał tu powrócić, na przykład zasilając poczet warszawskich studentów lub pracowników.

Jak zwykle pogoda nie dopisała. Co prawda czasami świeciło słońce, ale było bardzo zimno. Mówię tu oczywiście o zimnie w pojęciu hiszpańskim, bo było aż 8-16 stopni. No dobra, już Ci się przyznam. To ja byłam tą osobą, która z naszej dwójki zmarzła bardziej i to pomimo kilku warstw, które miałam na sobie: koszulki, termicznej bluzki na długi rękaw, polaru i czasami nawet swetra. Hiszpan miał tylko koszulkę i bluzę i było mu dobrze. Nawet nie wiesz jak ucierpiała moja polska duma!

Pierwszy punkt programu: Pałac Kultury i Nauki, dar narodu radzieckiego i towarzysza Stalina dla Polski. Dla jego budowy zniszczono nie mniej niż 180 budynków, głównie kamienic czynszowych i zmodyfikowano 5 ulic: Chmielną, Złotą, Sienną, Śliską i Pańską. Na tej stronie jak klikniesz, to zobaczysz co było kiedyś na dzisiejszym Placu Defilad. Link

Wjechaliśmy na XXX piętro wieżowca, za co trzeba było zapłacić 20 zł od osoby. Spodziewałam się, że podróż windą będzie trwała wieki, ale niestety od momentu wciśnięcia odpowiedniego przycisku przez elegancką Panią windziarkę, siedzącą na barowym krzesełku do momentu wysiadki minęło zaledwie kilka sekund.  A o tym na jakiej wysokości się znaleźliśmy świadczyło jedynie odczuwalne w uszach ciśnienie. Btw. z wysokością ciśnienie spada czy rośnie? Chyba już nic nie pamiętam z fizy.

Jak będziesz kiedyś w Warszawie to bardzo Ci polecam wjechać tam na górę. Widok jest nieziemski! Jak dużo nowoczesnych budynków! Nie tylko ten glut Złote Tarasy, ale też wieżowce. Jeden wygląda jak żagiel. Po za tym dużo zielonych wysp. Hiszpan stwierdził, że to jest chyba najważniejsza różnica pomiędzy Polską a Zachodem. Zieleń, wdzierająca się do wielkich miast i całkowicie zarastająca wsie i inne pipidówy.

Jedynym minusem tarasu widokowego na Pałacu Kultury są kraty. Spytasz pewnie: Na co one? Już tłumaczę. Według Wikipedii w 1956 rozpoczęła się seria samobójczych skoków z PKiN. Najpierw skoczył Francuz, po nim jeszcze siedmiu Polaków. Straszne to było, więc zamontowano siatki. Teraz bardzo przeszkadzają w robieniu zdjęć i podziwianiu panoramy miasta, ale skoro być może uratowały one kilka osób, to mogę je jakoś zaakceptować.

Pod pałacem stoją żółte Fiaty 125p –kultowe taksówki ze „Zmienników”, którymi można się przejechać. Taka przyjemność kosztuje 100 zł za godzinę. Nie próbowaliśmy. Za drogo. Ale może razem się kiedyś przejedziemy? Jak się podzieli koszty na czterech, będzie taniej.

No nic. Rozpisałam się za bardzo na temat Pałacu. List wydaje się już i tak wystarczająco długi. W następnym może dokończę Ci moją historię z Warszawy. Jak będziesz chciała, oczywiście.
Z niecierpliwością czekam na Twoją odpowiedź. Trzymaj się ciepło.


Dzoana

PS. W kopercie załączam Ci zdjęcie, które z racji zawodowych na pewno Cię zainteresuje. Oto PKiN widziany oczami dziecka, wyróżniony eksponat płacowej wystawy na XXX piętrze. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz