Się naczekałaś na moją odpowiedź. Sorki. To przez moją głupkowatą cechę odkładania wszystkiego na później, choć muszę powiedzieć, że czasem pod presją czasu wpadam na całkiem dobre pomysły. No ale nie o tym. Fajnie, że obejrzałaś zdjęcia z imprezy, szkoda tylko, że mnie nie zauważyłaś, chociaż jestem widoczna na połowie fotografii. Cóż chyba czas wybrać się do okulisty (starość nie radość) …
Rocio super! Żałuję, że w Polsce nie jest tak wesoło. Gratuluję (albo i nie) pracy. Wiesz, może lepsze to niż nic. Zawsze jest z tego jakaś kasa. A tego weterana słuchawkowego to też znam i powiem Ci, że on przez telefon załatwiłby chyba nawet audiencję u papieża. Na serio! W załatwianiu spraw przez telefon jest niezastąpiony w przeciwieństwie do mnie. Ja tego nie cierpię! I w związku z tym mam nadzieję, iż uda mi się uniknąć call center.
Ale żeby nie było, że jestem leniem patentowym to opowiem o mojej pracy. Otóż chwilowo jestem na urlopie, ale jednak pracuję :D Nową prackę zaczęłam ok. siedmiu miesięcy temu. Trochę się naczekałam, ale w końcu się udało i na świat przyszedł mój Pierworodny :). No i tak zostałam mamą na pełny etat. Ciężka to praca, ale baaaaardzo wdzięczna. Najgorsze są chyba zmiany nocne (tzw. nocki), bo nie ma ich kiedy odespać, ale banan o poranku na twarzy Młodego wszystko załatwia ;)
Poza tym mój małżon dzielnie mnie wspiera i we wszystko się angażuje, więc jest git. Jedynie niekiedy zabraknie czasu, żeby odpisać na list, ale moja przyjaciółka jest wspaniałomyślna i na pewno mnie rozumie :D
No, to bym chyba już kończyła, bo właśnie zaczynam nocną zmianę. Na następny list postaram się odpowiedzieć szybciej (choć nie obiecuję). Aaaaa! A tak w ogóle to chciałam powiedzieć, że Twój list (Ten, który jest pikantny) rozbawił mnie do łez ;)
Całuję
Ananas
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz